Suka biłgorajska w ełckiej bibliotece

Suka biłgorajska w ełckiej bibliotece

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 19.01.2019

Fidel płocka, suka biłgorajska, kobyz, kemancze, ud, rubab, daf, tombak, dziadowskie skrzypce, harmonium i inne. Niektóre przyjechały dziś do Ełku i mieliśmy okazję zobaczyć je w Miejskiej Bibliotece Publicznej z bliska. Instrumenty.

Trzy kobiety, trzy osobowości, trzy bosonogie gracje. Pierwsza weszła psotna buntowniczka, z dwoma cienkimi warkoczykami układającymi się pomiędzy uchem a policzkiem, obok prowokacyjnego uśmiechu. Druga to dobrze wychowana szlachcianka z klasycznymi słowiańskimi rysami w białej, haftowanej koszuli. Trzecia postać pojawiła się już w trakcie koncertu. Zjawa z osłonięta chustą głową i uduchowioną, jak się później okazało twarzą. Mistyczna część zespołu. To oczywiście tylko moje wrażenia, impresja, a tak tak naprawdę były to: Karolina Cicha, Karolina Matuszkiewicz i Elżbieta Rojek.

Zanim

Przyszliśmy wcześnie, bo na fejsbuku chęć uczestnictwa deklarowała jakaś olbrzymia liczba osób, a sala w bibliotece to raczej salka niż sala koncertowa. Na początku wydało nam się, że oprócz nas schodzi się tylko brać emerycka, ale okazało się, że przekrój wiekowy był prawie pełny. Od roku do stu? Niewykluczone. Dostrzegłem lokalnego artystę z innej dziedziny i innego świata: Garncarza Jurka Fiedoruka1. Czyli emeryci, świry i my. Do której my się zaliczamy grupy? Mentalnie chyba raczej tej pierwszej. Upewniłem się w tym przyporządkowaniu, gdy zaczęło mi przeszkadzać dziecię kogoś z widzów. Przeszkadzało uniwersalnie, ale nikt tego nie dał po sobie poznać. Taka kultura! Dziecko, jak to dziecko, wydawało dźwięki. Nic w tym zaskakującego dla mnie, ale może dla rodziców już tak, skoro zabrali generujące dźwięki dziecko na koncert - sztukę, która na dźwiękach się opiera. To nie koncert stadionowy Iron Maiden, to subtelny, kameralny występ, w czasie którego słychać było, jak dziecka mleczne ząbki, bądź dziąsła same kruszą chrupki w czasie Salam alejkum lub Psalmu 136. Hańba i bluźnierstwo! Fakt, że rodzice migrowali z latoroślą na korytarz w chwilach, gdy zamiast międolić chrupki, dziecię próbowało zdominować akustycznie salę, nie zmienił tego, że to zwyczajnie przeszkadzało w skupieniu i odbiorze muzyki. Nietolerancyjnym wielce. A może jestem zwyczajnie wredny, jak powiadają niektórzy.

Jeden-wiele

Jeden Bóg - wiele religii, wiele języków, wiele interpretacji? Nie wiem, co faktycznie oznacza tytuł koncertu i płyty2, ale usłyszeliśmy kilkanaście pieśni religijnych, przynależnych do różnych religii zaaranżowanych w jednorodnej stylistyce. Z melodiami pieśni religijnych jest jak z mitami, religie podkradały je sobie, oswajały i zawłaszczały czasami. Słuchaliśmy śpiewu po polsku, staroniemiecku, rosyjsku, grecku, arabsku, hebrajsku, cerkiewnosłowiańsku, łacinie, jidysz, persku i esperanto!

Słuchaliśmy brzmienia trzech kobiecych głosów, dźwięków wyjątkowych instrumentów dopełnionych współczesną techniką: syntezatorem, elektroniczną perkusją, loopem, akordeonem. Chwilami subtelnie, czasami mocno i dynamicznie, zawsze w widoczny sposób dobrze rozumiejące się muzycznie artystki dały nam półtorej godziny sztuki na wyciągnięcie ręki.

Kiedy ranne wstają zorze3 w interpretacji pań to cudeńko. Słyszę tę pieśń prawie codziennie rano na spacerze z psami emitowany przez głośniki z “dzwonnicy” kościoła po sąsiedzku i raczej mnie zniechęca niż mobilizuje. Gdybym choć raz usłyszał ją o poranku w interpretacji z Jeden-wiele to zapewne odwiedziłbym w końcu tę mijaną tyle już razy i ignorowaną przeze mnie świątynię.

Koncert to także dowód na to, że aby coś poruszało, nie potrzeba żadnego podrygiwania i potrząsania tyłkami w kusych kieckach. Czernie, biele i szarości. Skromnie ubrane kobiety w grubych spódnicach do kostek migające od czasu do czasu gołą kostką lub fragmentem łydki. Swoją drogą perwersyjna uczta dla fetyszystów stóp. A może tortury? Jest tu jakiś fetyszysta stóp? Podzieli się odczuciami?  

Po nim

Mimo, że do bogów mi bardzo daleko, to mam słabość do budowli sakralnych, muzyki sakralnej a także do patelni. To ostatnie, to nie wiem, dlaczego. Informacja ta, to przyczynek do psychoanalizy. Może jakiś psycholog kiedyś odkryje przede mną tę tajemnicę słabości mej i niewiary. Nie mogę się już doczekać.


1 Blog Garncarza, Pracownia Lipowa: http://pracownialipowa.easyisp.pl/blog/

2 Płytę można kupić na stronie http://karolinacicha.eu/sklep/jeden-wiele-2018/, my kupiliśmy po koncercie i nie żałujemy. Pisząc ten tekst po powrocie z koncertu dwukrotnie przesłuchałem płytę. To chyba coś znaczy. A w międzyczasie przygotowałem mięsko do sosu bolońskiego ze spaghetti, ale to chyba nic nie znaczy.

3 Kiedy ranne wstają zorze na jutube


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.
Udostępnij Podziel się

Tagi

Komentarze

Kanał RSS

Cytuję


[...] nijak nie mogłem nigdy przywyknąć do tego, że bezinteresowna wrogość jest cechą wrodzoną mojego narodu.
Wojciech Kuczok
Klapki (z zielonymi motylkami)
Ze zbioru "Obscenariusz. Wypisy z ksiąg nieczystych"

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


zBLOGowani.pl
Bloglovin