Artur Nowak - Duchowni o duchownych

Artur Nowak - Duchowni o duchownych

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 26.05.2019

Rozmówcami są duchowni, nie tylko katoliccy i różnicę bardzo wyraźnie widać. Katolickie skostnienie i wstecznictwo mocno odstaje od współczesnej relatywnej otwartości choćby Kościoła ewangelicznego. W Polsce ta różnica jest mniejsza, bo my jesteśmy chyba zaściankowi z mentalności, nie tylko z wyznania. Jakby w XXI wieku beton był aż tak atrakcyjny.

Trudno nie łączyć tej książki z filmem “Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, czy raczej braci Sekielskich, jak się w mediach pisze. Tomasz jest jego reżyserem i scenarzystą, ale często podkreśla rolę brata Marka, producenta i współuczestnika zdarzeń z filmu, więc może mówienie o “filmie braci Sekielskich” ma sens. Podobnie współuczestnikiem jest też Artur Nowak - prawnik, który pomaga ofiarom pedofili, autor tej książki. Nie pedofilia jest jednak jej tematem, nie dominuje, pojawia się bardzo marginalnie. Jest to szczególnie imponujące z tego powodu, że autor w dzieciństwie sam był molestowany przez księdza. W tej książce potrafił być ponad tym. Zadaje dobre, nieagresywne, uniwersalne pytania. Może dlatego jego rozmówcy wydają się być otwarci i szczerzy.

Spojrzenie na duchownych, na funkcjonowanie kościołów mają różne, jednak obraz, który mi się utworzył z kompilacji ich słów jest dość zwarty. Środowiskowa lojalność wpojona już na poziomie formowania w seminarium. Formowania - lepienia księdza. Początkowo lojalność wobec instytucji, przełożonych, wyrażająca się m.in. w donosicielstwie, później także lojalność wobec innych księży. To, co się dzieje w polskich seminariach samo w sobie jest makabryczne. W bardziej cywilizowanych krajach jest ponoć normalniej. Przynajmniej w seminariach.

Pomijając wypaczenia, co wcale nie jest takie łatwe, w seminarium nie uczy się kleryków żadnych sensownych rzeczy, a głównie jedynie teologii, czyli “wziętych znikąd poglądów tych czy innych autorytetów”. Tworzy się posłusznego żołnierza, który ma mówić to, co wszyscy, w taki sposób, jak wszyscy. A przecież dawniej bywało inaczej. Tak zdeprecjonowani dziś Faryzeusze, czyli “uczeni w piśmie”, choć nie formalnie duchowni, to realnie jak najbardziej, zanim mogli zająć się bezproduktywną działalnością religijną, musieli nauczyć się jakiegoś konkretnego zawodu. Dzięki temu mogli być też pożyteczni dla społeczeństwa. Cudne, prawda?

“Typowa moralność gangu przestępczego: wspólnota poprzez udział w nadużyciach. W momencie, kiedy przestajesz czynić zło, skazujesz się na potępienie tych, których zdemaskowałeś swoim aktem odmowy. Im dłużej przebywasz w gangu, tym bardziej będziesz odczuwać, że jesteś skazany na gang.”

Ryszard Kapuściński

Dalej w karierze księdza nie jest lepiej. Na plebaniach wszystko kręci się wokół kasy. Forsy, nad którą nikt nie ma żadnej kontroli. Skubie się na każdym poziomie. Księgowość to fikcja.

“[...] to, co trzeba wpisać, wpisuje się rok do przodu.”

I to jest właściwie wiadome już w seminarium:

“Byli i tacy. Mówili o pieniądzach, karierach, przeglądali prospekty z samochodami. Dla mnie najbardziej przykre było to, że widziałem, jak ci ludzie z roku na rok się zmieniają, jak stają się księżmi.”

Kilku z duchownych mówi wprost o homoseksualnym lobby w kościele. Wpływowej “lawendowej mafii”, pozwalającej się wybić, zapewniającej stanowiska, a tym samym pieniądze.

“Tu decydującą rolę odgrywają znajomości, kumoterstwo i wzajemne szantaże, co tworzy klimat, który determinuje realne wpływy.”

Cytat z Kapuścińskiego świetnie opisuje to, jak funkcjonuje instytucja zwana Kościołem Katolickim.

Kończmy z tym

Hipokryzja, zakłamanie, dwulicowość, pazerność, bezwzględność, pycha, arogancja, amoralność, wstecznictwo - to słowa, które pasują mi do KK. Tylko kolejność można zmieniać dowolnie.

Tak, wiem, że to generalizowanie, jednak bez większych dylematów moralnych rozszerzam ten obraz na całość kleru i tych “dobrych” księży też widzę etycznie ułomnymi. Podobnie, jak jeden z rozmówców Artura Nowaka, który mówi o sobie:

“Słyszałem: “Ksiądz jest inny”. To było miłe, bo starałem się być ludzki, ale w pewnym momencie uzmysłowiłem sobie, że legitymizuję coś, z czym się nie zgadzam, czego nie pochwalam.”

I przynajmniej refleksji takiej wymaga zwykła przyzwoitość. Miast moralizować i pouczać wypada spuścić wzrok i milczeć. Czy ktoś widział takiego księdza?

Książka jest świetna. Nie potrafię sensownie jej opisać. Najlepiej byłoby dawać same cytaty, ale tak nie można. Pozostaje więc przeczytać ją całą.

Jeszcze jedno. Innego, chyba właściwego rozumienia słowa klerykalizm się z niej nauczyłem. Każdy duchowny powinien być antyklerykałem! Klerykalizm bowiem, jak to zrozumiałem, to wykorzystywanie instytucji, pozycji księdza, do zagarnięcia władzy, a tym samym podporządkowania sobie życia ludzi. Taka odmiana feudalizmu. To się dzieje teraz. U nas. Antyklerykalizm to dążenie do normalności. Oddajcie Cesarzowi, co cesarskie, a księdzu, co boskie. Forsy, o ile wiem, żaden bóg nie stworzył.


Wydawnictwo: Od deski do deski


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


Człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, jeśli tylko osiągnie właściwy stopień uległości.
Carl Gustav Jung
Za Ryszardem Kapuścińskim w "Cesarzu"

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl