Janusz Leon Wiśniewski - I odpuść nam nasze...

Janusz Leon Wiśniewski - I odpuść nam nasze...

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 27.01.2019

Niespiesznie prowadzona akcja, pełna refleksji pośród dygresji opisujących ówczesną rzeczywistość. Czytałem recenzję, która uczyniła z tego zarzut, mniej więcej taki: “po co te dygresje o PRLu?”. I to ten zarzut skłonił mnie do wybrania właśnie tej książki spośród kilku czekających na przeczytanie.

Łatwo wyjaśnić, po co. Po to, aby zrozumieć bohaterów, którzy nie są papierowymi bohaterami kreskówek. Są prawdziwymi ludźmi w konkretnych realiach, które częściowo warunkują ich myślenie i postępowanie. A powoli, bo tak płynie życie w więzieniu. Taka forma zwyczajnie pasuje. Tak ma być, to literatura, nie dziennik zdarzeń.

Poza tym są to rzeczy ciekawe niezależnie od fabuły. Opis sprzedaży karpi w Realu przed Świętami Bożego Narodzenia jest doskonały. Rozmowa telefoniczna córki z matką w czasie przygotowań do Wigilii to majstersztyk. “Słyszymy” tylko to, co mówi córka, ale dokładnie i natychmiast wiemy, co mówi matka.  Majstersztyk — słowo, którego ku mojemu bardzo miłemu zaskoczeniu użył kiedyś mój syn. Imponderabilia, które dostarczają tak wiele przyjemności. W życiu i w tej książce.

Nie wiem i nie interesuje mnie, co w tej opowieści jest faktem, a co zmyśleniem, bo wszystko razem jest prawdziwe. Ludzko, psychologicznie, życiowo prawdziwe. I ta prawda pomaga zrozumieć, a nawet polubić. Bo zrozumienie prowadzi do wybaczenia, a wybaczenie do akceptacji.

Rozczarowały mnie jedynie nieścisłości chronologiczne i faktograficzne w ramach samej książki.1 Wydaje mi się, że zawiodła korekta, redakcja końcowa. Szkoda, bo takie drobiazgi psują odbiór. Podważają wiarygodność. Szczególnie w historii, bądź co bądź, kryminalnej. Jak ziarnko piasku w makowcu. Ciągle tak samo pyszny, a jednak coś zachrzęściło między zębami i dalej jemy ostrożniej.

Na koniec wypada powiedzieć, że to książka o zabójcy Zauchy. Barda.
 


1 Nie chcę tu pisać konkretów, żeby nie psuć lektury tym, którzy będą dopiero książkę czytać, ale zainteresowanym służę informacją w prywatnej wiadomości.


Wydawnictwo: Od deski do deski


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


Miała talent do psucia najpiękniejszych chwil, co ja mówię, ona miała talent do psucia każdej chwili, bo każdy z nas ma inny talent. Matka akurat miała taki. Nawet go rozwijała, a przecież równie dobrze mogłaby go zakopać i wszystkim żyłoby się lepiej. Wszystkim, jej też.
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Preparator
Matka tu się akurat z fabuły przytrafiła, ale to bardzo trafne spostrzeżenie dotyczy po prostu niektórych ludzi. Bez względu na płeć, funkcję, zawód, wykształcenie, czy cokolwiek innego.

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl