Bachory
Zdjęcie: Dana Tentis

Bachory

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 24.10.2018

Podejście do dzieci bardzo zmieniało się w czasie, na przestrzeni dekad i wieków znaczy się. Jest też mocno zróżnicowane kulturowo, np. dzieci w krajach arabskich a dzieci w „starej” Europie. Mam wrażenie, że tzw. kultura zachodnia niedawno zgubiła gdzieś rozsądek. Hołubienie dzieci zaczyna przyjmować absurdalne formy, trącić zdegenerowaną poprawnością polityczną.

Kiedy nazywam niektóre dzieci bachorami, to wywołuję takie oburzenie, jakbym te dzieci molestował, albo przynajmniej karmił cukierkami bez pozwolenia rodziców. A to przecież zwyczajnie jest tak, że nieznośnie zachowujące się dzieci są zwykłymi bachorami. Że to nie ich wina? Być może. W nosie mam, czyja to wina. Używam słowa, które je opisuje właściwie. Lubię eufemizmy, ale świadome i oryginalne, a nie te, które stały się banałami z utraconymi znaczeniami. Od początku: choćby nie wiem, jak często i jak długo używać słowa „dziecko” z doklejonym takim czy innym przymiotnikiem, to zygota będzie tylko zygotą, embrion embrionem, płód płodem a noworodek noworodkiem. Żadne z nich dzieci.

Tak, jak uczą się chodzić, tak uczą się być człowiekiem.

Rodzi się takie coś i jest szansa na to, że będzie człowiekiem. Ma potencjał. Jest potencjalnym człowiekiem, pierwsze tygodnie, może miesiące to bardziej poczwarka, larwa człowieka, niż człowiek w pełni znaczenia tego słowa. Jedną z istotniejszych cech naszego gatunku jest samoświadomość, a tę niemowlak osiąga ponoć dopiero gdzieś w połowie drugiego roku życia. Komunikuje się ze światem jednak na tyle marnie, że do końca nie wiadomo, czy rozpoznawanie siebie w lustrze, to właściwa samoświadomość. Wydaje mi się, że dopiero język, świadomość samoświadomości, odrębności osobowej może umocowywać takie stworzenie jako człowieka. Nie bądźmy hipokrytami, ilu takich potencjalnych ludzi wyrosło na różnego autoramentu gnidy, świnie i inne paskudztwa? Ja widziałem ich sporo i nie sądzę, bym był wyjątkiem.

Dlaczego?

Wytrząsanie się nad dziećmi, dzieciorobieniem, cudem narodzin i człowiekiem na-poczętym (na czymś poczętym, na kanapie, może na pralce w łazience, może na rozlanym na kuchennych płytkach oleju — jakież to wzniosłe), kreowanie dzieci na coś wielkiego, wspaniałego, wmawianie, że każde dziecko ma jakiś talent, że może być Kimś, że coś osiągnie itp. brednie to misternie utkana sieć zarzucona przez jeden procent najbogatszych. To oni korzystają z tego, że cała reszta mnoży się, produkując kolejne maszyny do pomnażania majątku i powiększania dobrobytu tych na górze. Takie traktowanie dzieci przy okazji napędza przemysł zabawkarski, produkcji ubranek i sprzętów dla dzieci, kursów wychowywania, rozwoju, umiejętności takich czy innych — bo przecież nasze dziecko musi mieć jakiś talent, musimy go tylko odnaleźć.

Na mniejszą skalę tak było zawsze. Ludzie „mieli dzieci”, bo one stanowiły kapitał, dawały szansę na wsparcie i godną starość. Dzieci to była inwestycja. Równolegle rozwijał się już korporacyjny system produkcji owieczek. Rozmnażajcie się, a nie ważcie się mieć własnego zdania, my wam powiemy, jak żyć. Kościół katolicki od dawna robił to, co bardziej globalnie robią teraz korporacje, których właścicielami są najbogatsi ludzie globu.

Faryzeizm

Mierzi mnie nieco rozpływanie się nad „cudem narodzin”, „jakim pięknym bobasem” itp. gęgania. Mogę zrozumieć zaślepienie rodziców, dziadków, czy innych bliskich krewnych, ale znajomi... Nie udawajmy, że noworodki nie są wizualnie paskudne. Taka kilkugodzinna zawinięta w pieluchę gąsienica z pogniecioną twarzą może wzbudzać rozczulenie, ale nie powszechne. Bulteriery, mające pyski jak świnki też mają swoich amatorów, większość jednak uzna je za zwyczajnie brzydkie. O Homo sapiens nie wypada jednak tego powiedzieć. Poprawność. A może chodzi o to, że wypada pochwalić. Tak samo, jak wypada pochwalić nowy samochód sąsiada. W końcu dzieci często też są traktowane jak własność. I to przez tych, którzy ponoć je najbardziej kochają.

Rośnie toto i zaczyna po jakimś czasie wizualnie przypominać człowieka, nieudolnie, ale owszem, gatunek ewidentnie rozpoznawalny. Znacząco odróżniamy się od innych szympansów. Nie ma się jednak też czym specjalnie zachwycać. Że rączki takie malutkie? Nóżki malutkie? Gały takie wielkie an małej twarzy? Jak u kota. Tyle że koty potrafią mruczeć cudnie i mają super futerko, i drą gębę rzadziej i znośniej. Fakt, człowiek z nich nie wyrośnie, choćby nie wiem, jak się starały, ale z bachora też nie musi człowiek wyrosnąć.

Zabawa słowami za nami, a jeśli chodzi o sens, to też jakiś dysonans tu dostrzegam. Niby dziecko jest takie ważne, bo to mały człowiek, a traktujemy je, jakby było nadczłowiekiem. Skoro mamy je lepiej traktować z powodu tego, że jest człowiekiem, to dlaczego nie innych ludzi, dorosłych. Niech będzie równość przynajmniej. Dajmy wsparcie odpowiedzialnym rodzicom. Może warto? Zamiast 500+ dla nieodpowiedzialnie rozmnażających się Homo prawie sapiens potraktować rodziców jak prawdziwych ludzi i nie myśleć za nich, nie decydować za nich? Wszyscy jesteśmy nadludźmi!

Na koniec

A może zwyczajnie jestem za mało wrażliwy, zbyt tępy? Przecież dawno, dawno temu, kiedy mój ledwie nauczony chodzić syn, stracił równowagę, rąbnął plecami i głową w podłogę, aż zadudniło i zamiast zwyczajnie się rozpłakać, zazgrzytał zębami, to poczułem prawdziwy strach. W jednej chwili okazało się, że wszystkie moje strachy, także te z dzieciństwa, to tylko zwykłe niepokoje. Marne obawy, dyskomfort mentalny. Dopiero wtedy poczułem Strach, który wzbudził złość. Miałem chęć zrobić krzywdę samemu sobie, za to, że nie przewidziałem tego upadku i do niego dopuściłem. Tylko czy to robi ze mnie lub z niego człowieka?

Koniec końców

A na koniec, dla porządku: pierwszy akapit i ostatnie zdanie w „Dlaczego?” to wymyślona przeze mnie teoria spiskowa, która zamiast stanowić absurdalne zakończenie, została wciśnięta w środek tylko po to, aby zbulwersować oszołomów, niezdolnych przeczytać tekstu dłuższy niż dwa tysiące znaków.


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.
Udostępnij Podziel się

Tagi

Komentarze

Kanał RSS

Cytuję


Neurochirurgia, niezależnie od epoki, zawsze wymaga od ludzi, którzy się nią zajmują, posiadania co najmniej dwóch przerażających cech: woli dostania się przemocą do mózgu innego człowieka oraz nieposkromionej pychy pozwalającej wierzyć, że potrafi się rozwiązać problemy w jego wnętrzu.
Luke Dittrich
Eksperyment

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


zBLOGowani.pl
Bloglovin