Tomasz Organek - Teoria opanowywania trwogi

Tomasz Organek - Teoria opanowywania trwogi

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 11.07.2020

Powieść drogi - takie hasło, szufladka. Właściwie nie pamiętam, czym ta forma rzeczywiście jest, ale "Teoria opanowywania trwogi" tym mi się właśnie wydaje. Powieścią drogi z jednego krańca Polski na drugi, ale też drogi przez przeszłość i osobowość bohaterów. Podróżą przez uczucia, rozterki, różnice charakterów, refleksje i autorefleksje. Wsiąkałem w to bez przerwy. W nosie miałem fabułę, która wcale nie jest taka nieistotna, za to całkiem zgrabna. Zdarzenia mają wpływ na bohaterów, zmieniają ich, kształtują. Dzięki temu to "prawdziwi" ludzie, a nie wycinanki z paradokumentu.

Ci prawdziwi ludzie to przede wszystkim Borys - dobijający czterdziestki, mocno refleksyjny redaktor internetowego brukowca i Nieta - niespełniona miłość z młodości. Przypadkowe spotkanie we właściwym, trudnym dla obojga czasie, przeradza się w podróż, która przez niepokorny, wojowniczy charakter dziewczyny okaże się kryminałem i walką o życie. Przy okazji to też wycieczka przez ich przeszłość, myszkowanie po zakamarkach charakterów i relacji między nimi. Borys jest pierwszoosobowym narratorem, który chwilami przeradza się w narratora wszechwiedzącego, ale to nie razi, jest prawie niedostrzegalne. Zabieg jak najbardziej słuszny i potrzebny. Bez tego nasza wiedza o niestabilności emocjonalnej Niety byłaby uboższa.

Postacie drugoplanowe są mniej rozbudowane, niż dwoje głównych bohaterów, ale co w tym dziwnego? Przecież tych dwoje podróżuje, a ludzie ich właściwie tylko mijają. Są to jednak postacie wyraziste, zachowują się jak ludzie, a nie słupy, statystujące przy zakładaniu fałszywej firmy w urzędzie. Bezimienny zdaje się Stary - w którego chacie spędzili noc to postać kapitalna! Takich smaczków nie spotkamy w czytadłach.

Krótkie zdania - ponoć podstawa dobrego pisarstwa - to zasada, która u Organka się sprawdza, a czego mógłbym mu zazdrościć, gdybym był człowiekiem zazdrosnym, bo ja nigdy nie potrafiłem się uwolnić od zdań wielokrotnie złożonych, okraszonych zbędnymi ponoć ozdobnikami. On potrafi, choć też nie zawsze. I dzięki temu jeszcze bardziej mi się podobał. A może to całkiem świadomy zabieg?

Ładne słowa zna autor i w ładnym szyku je potrafi ustawić. Nie wzięło się to znikąd. Zręcznie wplecione odniesienia do postaci literackich świadczą o dobrym guście czytelniczym. Zresztą, gust dobry czy zły, cóż to znaczy? Po prostu czytaliśmy z grubsza to samo. Tak mi się zdawało w trakcie lektury, jednak gdy na koniec przeczytałem wykaz źródeł cytatów, to poczułem się zawstydzony nieco tą próbą mentalnej fraternizacji z autorem. Paru książek, jak się okazało, nawet nie tknąłem. Paru autorów znam tylko ze słyszenia - i nie mam tu na myśli audiobooków.

Pięknie mi się wędrowało w niejakiej koincydencji z pokręconą wyobraźnią autora - twórcy w końcu nie tylko tej powieści, ale też muzyki i słów piosenek. Których, jak mi się zdaje, prawie nie znam. Chyba sobie jakąś jego płytę kupię. Dziwna kolejność poznawania artysty, ale co mi tam?

Wypada też parę słów mniej miłych napisać, więc napiszę. Owóż pod koniec odniosłem wrażenie, jakby autor chwilami nieco się spieszył. Mignęły drobne nieścisłości fabularne, język chwilami nieco się upraszczał. A może ja przywykłem, oswoiłem się? Nadal miałem przyjemność czytania, z której zrezygnować nie chciałem, więc nie drążyłem. Jakież to do mnie niepodobne.

Są pisarze jednej książki i po prostu pisarze. Pisz pan, Panie Organek, warto sprawdzić, do której kategorii pan należysz. Pierwszego czytelnika drugiej powieści już masz.


Wydawnictwo: W.A.B.


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


Jeśli mam mniej niż godzinę, załatwiam jakieś drobne sprawy, bo trzydzieści pięć minut zabierze mi samo zorientowanie się, co chce zrobić, więc potem może nie starczyć mi czasu na zrobienie tego.
Tom Griffiths, Brian Christian
Algorytmy
Uczciwość!
cytatów wszystkich całe mnóstwo →

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl