Marek Krajewski - Mock. Ludzkie zoo

Marek Krajewski - Mock. Ludzkie zoo

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 18.04.2019

Mottem z „Jądra ciemności” Krajewski zyskał moją przychylność od pierwszej strony. Pobudził ciekawość, ale też ustawił wysoko poprzeczkę moim oczekiwaniom. Zahibernował, jak mi się zdawało, moją ostrożność w podejściu do kryminałów. I sen ten trwał przez całą powieść. Na szczęście nikt mnie nie obudził, bo to był dobry sen. Pełen intryg, zwrotów akcji i na szczęście bez niewiarygodnych, typowych dla snów wolt przyczynowo-skutkowych. Zirytowałbym się, gdyby coś mnie z niego wybudziło.

Wyjątkowo dobrze dobrane motto książki. Krajewski powoli odsłania związki świata przedstawionego przez Conrada ze zdarzeniami, które opisuje i postaciami, które się pojawiają. A wiele z nich jest mocno oryginalnych, charakterystycznych, wyjątkowych. Każda ma przeszłość, która je ukształtowała i wpływa na aktualne wydarzenia, każda jest pełnokrwista i wiarygodna. W zasadzie brak tu statystów. Nawet postacie trzecioplanowe, które pojawiają się na chwilę, migają przez kilka, czy kilkanaście stron, mają swój biogram, który tłumaczy ich obecność w książce, w akcji.

A akcja dzieje się na początku XX wieku, tłem jest przede wszystkim Wrocław, ukochane, jak się wydaje miasto autora. Opisywane konkretnie, bez emfazy przypomniało mi Warszawę ze „Złego” Tyrmanda. A to dobre skojarzenie. Jak wynika z „Posłowia” wszystkie lokacje w powieści są przemyślane i mają swoje źródła. Nie są zwyczajnie zmyślone, choć mogłyby być, bo któż z nas ma pojęcie o Nigerii z 1914 roku lub Berlinie z 1929? Krajewski przygotowuje się merytorycznie do opisywania tak miejsc, jak i tematyki. I bardzo mi się to podoba. Czuć wyraźnie, że świat powieści tchnie wiarygodnością.

Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron rozczuliło mnie było używanie czasu zaprzeszłego. Ta niemalże zapomniana forma nie dość, że pasuje do czasów, w których toczy się akcja, to wspaniale dodaje uroku językowi narracji. Nie wiem, czy to cecha charakterystyczna autora, ale tak czy inaczej, bardzo mi się to spodobało.

Główny bohater. Ebi, Eberhard Mock. Świetne imię, ale to nazwisko… Jakoś mi nie przypasowało i z trudnością przywykłem. Jak to się w ogóle czyta? Mok? Holmes, Poirot, Marlowe — to są nazwiska! Mniejsza jednak o nazwisko, bo bohater, choć pozornie taki zwyczajny, w niczym nie ustępuje starszym, sławniejszym gatunkowym kolegom. To postać pełną gębą. Nie tylko policjant, czy chwilami szpieg. To człowiek! Z rozterkami, z przeszłością, ze słabościami, z abstrakcyjnymi myślami. Oczytany erudyta. Chwilami nawet filozofujący i na szczęście nie jest to filozofowanie na poziomie Coelho.

Nie jestem zapalonym czytelnikiem kryminałów, więc porównywać nie bardzo mam do czego, ale to, że mi się skojarzył z Philipem Marlowe Chandlera, to raczej dobrze świadczy o tym, jaką postać stworzył Krajewski. Moja luba, która ma więcej kryminalno-literackich doświadczeń stwierdziła, że jej skojarzył się Wallanderem. Pewnie, jak zawsze, ma rację. Ja nie wiem, nie znam gościa.

Nie przeczytałem dotychczas żadnej książki Krajewskiego, bo jak coś jest popularne i powszechnie chwalone, to wzbudza moją podejrzliwość. Spodziewam się miałkiej popularnej literaturki, czytadła. Myliłem się, to jest prawdziwa literatura. Już wiem, że sięgnę po inne książki tego autora. Szczególnie że w treści są sprytnie osadzone intrygujące odniesienia do innych zdarzeń z życia bohatera, opisanych we wcześniejszych powieściach. Bardzo nowocześnie, zupełnie, jak linki w sieci. Zadziałało. Moje spotkanie z Krajewskim z pewnością nie było ostatnim.


Wydawnictwo: Znak


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


Nasza zdolność twórczego myślenia tak szybko wywindowała nas na szczyt łańcucha pokarmowego, że wprawiło to w osłupienie wszystkie inne gatunki.
Thomas Suddendorf
O ewolucji Homo sapiens.

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl