Syndrom przejścia dla pieszych

Syndrom przejścia dla pieszych

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 07.07.2020

Radośnie dojeżdżam do świateł. Radośnie, bo nikt jadący prosto nie zajął mi prawego pasa, służącego też do skrętu w prawo, a tam właśnie mam jechać. Zapala się zielona strzałka, ale nie jadę, bo przed przejściem stoi jakaś kobieta. Przestępuje z nogi na nogę, rozgląda się nerwowo, zerka to na światła, to na druga stronę ulicy. Słoneczny dzień, nie widzę, czy piesi na tym przejściu mają zielone. Jechać czy nie jechać; oto jest pytanie: czy szlachetniejszym jest znosić świadomie pani tej histeryczne rozedrganie, czy gaz wcisnąć, naprzód ruszyć z kopyta, na kolejny wyrzut sumienie swe narazić?

Stoję i czekam, bo raz już na tym skrzyżowaniu, raptownym wjazdem, rodzinkę niewinną wielce przestraszyłem. Czekam ja, czekają za mną kolejne samochody. Z drugiej strony ulicy - dwa pasy w każdym kierunku jazdy i szeroka wysepka na środku - drepcze babinka prowadząca za rączkę chłopczyka. Znaczy się, zielone mają. A pani nie ustaje w tańcu. Wreszcie babinka dociera na drugą stronę i okazuje się, że to mamusia tak synka wyczekiwała. Jak pies, który cieszy się na widok człowieka, kręciła w kółko i podskakiwała. Ech, gdy robiła to dwa metry od przejścia, wszyscy już byśmy dawno przejechali. Po co używać wyobraźni i myśleć o innych? Przecież, chyba nic złego nie robię? Niby tak, mnie też zdarza się zapomnieć wyobraźni z domu. Raz ludzi wystraszyłem, raz zajechałem drogę rowerzyście. Ciąży mi to, bo nie mogę się wyspowiadać, odbyć pokuty i zapomnieć. Pozostał mi tylko szczery żal i wnioski, które z tych zdarzeń wyciągnąłem. Przy okazji nasunęła mi się też konkluzja natury bardziej ogólnej. Taki specyficzny rodzaj egoizmu i braku wyobraźni, czy empatii zdaje się być coraz bardziej powszechnym.

Czasami są to drobiazgi, czasami rzeczy ważne, zawsze wiąże je jednak ze sobą zaimek: ja, mój, mnie. ”Na tym zdjęciu to Ja [wielką literą!], siostra, Janek i Agatka”, czyli ja i tło. “Zapomniałem wyłączyć żelazko i spłonęło mieszkanie, w którym wynajmowałam pokój i właściciele tak płaczą. A przecież mają jeszcze dwa. A ja gdzie mam teraz mieszkać?” Mój problem jest najważniejszy, bez względu na skalę i proporcje.

Niby nie ma w tym nic złego, oprócz braku taktu. Po prostu myślą o sobie. Upowszechnienie się tego typu zachowań i towarzyszący mu bezwstyd jakoś mnie jednak uwiera. Dla lepszego zilustrowania tego zjawiska i łatwego zapamiętania wymyśliłem mu nazwę: syndrom przejścia dla pieszych. A gdybyśmy wszyscy zaczęli tak postępować? Czemuż nie? Nic by się wielkiego nie stało, nieprawdaż? A może jednak? Kultura, a takie zachowania o kulturze z pewnością nie świadczą, ma wbrew pozorom znacznie większe znaczenie, niż się nam może zdawać. Ludzie nie są z natury dobrzy. Ludzie są zwierzętami. Bycia porządnym człowiekiem uczymy się. Niech pięknym, czy raczej przerażającym przykładem, będzie opisana przez Colina Thurbulla w “Ikowie, ludzie gór”* wioska.

Owóż mieszkańcy tej wioski kilkadziesiąt lat temu zostali przesiedleni na teren taki, gdzie nie byli w stanie przeżyć. Zwyczajnie głodowali. Zaczęły się zmieniać relacje między ludźmi. Zanikły „uczucia wyższe”, dominantą stał się instynkt przeżycia. Niech przemówi sławny cytat**:

“Ikowie uważają, że dobre jest wyłącznie to, co im przynosi korzyść, złe jest wszystko, co pomaga przeżyć innym. Każda zagroda jest rodzajem twierdzy, ponieważ każdy sąsiad jest wrogiem. Zresztą nie tylko sąsiad – stała wrogość panuje i wewnątrz zagród: członkowie rodzin nienawidzą się nawzajem, nikt nikomu w niczym nie pomaga, nikt niczym z nikim się nie dzieli. Radość z cudzego nieszczęścia jest jedyną radością Ików. Zdaniem obserwatorów – Ikowie osiągnęli swego rodzaju ideał społeczeństwa, które można by nazwać zdroworozsądkowym: „skoro wyzbycie się dobroci ułatwia przetrwanie, trzeba się dobroci wyzbyć, ponieważ należy przetrwać za wszelką cenę”.

Pamiętam z tej książki, choć czytałem ją wiele lat temu, że jedyną osobą, która okazywała współczucie, która starała się pomagać i dzielić, była - jakimś cudem wciąż żywa - staruszka pamiętająca czasy sprzed głodu. Była wyjątkowo „dobra”, czy to po prostu zachowania wyuczone, ukształtowanie kulturowo? Ludzie są z natury dobrzy? Powątpiewam, a może nawet wątpię w pełni. Czy z dekady na dekadę stajemy się coraz bardziej Ikami?

Początkowo wydawało mi się, że jest to kwestia wieku, że młode pokolenia po prostu wyrosły w innych warunkach, wśród innych wartości i stąd takie zachowania. Nie dotyczy to jednak tylko ich. Znowuż dobrym zobrazowaniem będzie przejście dla pieszych. Dojeżdżam do przejścia, z daleka widzę dwie panie czekające przy krawędzi jezdni. Zatrzymuję się grzecznie, panie (starsze nawet ode mnie!) nadal stoją, rozmawiają chyba. Wreszcie jedna zauważa mnie. Uśmiecham się i gestem zapraszam do przejścia. Pani odwzajemnia uśmiech i wraca do rozmowy. I co? Mam wysiąść i je przeprowadzić? Aż takie wiekowe nie są, obrażą się za taką propozycję. Panie po prostu akurat tutaj wdały się w pogawędkę. W nosie mają to, że swoim zachowaniem absorbują otoczenie. Nie wysiadłem, ruszyłem, wszyscy przeżyli, ja ciągle jestem na wolności.


* Tak, wiem, jakie są kontrowersje wokół tej książki. Wiem, że kwestionuje się jej wartość naukową, metodologię. Nie umniejsza to jednak wartości samych obserwacji.

** To ponoć cytat z ogłoszenia, które pojawiło się w 1983 roku na drzwiach Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i wzbudziło niezłą sensację i oburzenie. Wydawało się wtedy alegorią współczesności. Teraz chyba nie ma wielkiej różnicy.


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


Posągi powstają przez odejmowanie.
Proklos Ateńczyk
cytatów wszystkich całe mnóstwo →

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl