Zaśpiewał dla mnie Czesław Mozil

Zaśpiewał dla mnie Czesław Mozil

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 02.12.2018

Ukultarlniamy, ukulturniamamy, ukultu… odchamiamy się ostatnio dość często*, a z początkiem grudnia padło na Czesława, który śpiewa. Nie był sam, ale z przyjaciółmi, jak sam o nich mówi. Z dwoma Duńczykami. I zaśpiewał. Nie tylko dla mnie, bo i dla prawie pięciuset innych osób, ale dla mnie też.

Duńczyki były dwa. Polski, jak domniemywam po imieniu Marcin, który grał na akordeonie i bardziej duński Duńczyk. Tak bardzo duński, że nie potrafiłem zapamiętać jego imienia nawet. Thorcoś czy Knutcoś zdaje się. Niech mi dumny naród duński wybaczy tę niemoc. Tenże superbohater w srebrnej pelerynie, którego właśnie pozbawiłem prawdziwego imienia grał na pozostałych instrumentach: perkusji, dzwonkach różnorakich, czymś w rodzaju bałałajki, albo miniaturowej gitary i chyba na czymś jeszcze. Jestem ignorantem muzycznym (ależ wszechstronnym ignorantem jestem), więc więcej o instrumentach powiedzieć nie jestem w stanie. Nie o to jednak chyba w muzykowaniu Czesława Mozila chodzi. Mnie się to jego śpiewanie od początku (jakieś dziesięć lat temu, gdzie ten czas tak spieszy?) wydawało trochę żartem muzycznym. Za to żartem stylowym, bardzo przyjemnym, inteligentnym, chwilami błyskotliwym. Sam Mozil okazał się zresztą też człowiekiem bardzo przyjemnym, inteligentnym, chwilami błyskotliwym. Stylowym raczej nie, choć oczywiście swój styl ma, podobnie, jak charyzmę i charakter. No i gadane.

Beczka miodu z burakami

Właśnie błyskotliwością wykazał się jeszcze zanim zaczął śpiewać. Czesław to gawędziarz, żartowniś i na koncercie sporo jest improwizowanych chyba opowiastek. To element przedstawienia, koncertu, koncepcja artystyczna. Nieco w stylu Toma Waitsa, tylko krócej. I w taki mówiony wstęp wewrzeszczał się jakiś burak z widowni. Zawsze się jakieś buraki trafiają na sali pełnej ludzi. Czesław skutecznie sobie z nim poradził.

- Nie wiem, co pan mówi, ale to na pewno jest bardzo ważne. - oklaski, kilka sekund ciszy i …
- Jest powód, że to ja mam mikrofon. - jeszcze większe oklaski. Proszę, jaka inteligentna publiczność.

Swoboda, jaką ma na scenie ten artysta może zachęcać ludzi do pozwalania sobie na zachowania żywcem wzięte z ostatniego spotkania na grillu u szwagra. Rozumiem to i tym bardziej doceniam sposób, w jaki sobie z tym zachowaniem muzyk poradził. Później było znośnie, choć ze dwa razy dowcipnie zwrócił ludziom uwagę na zajmowanie się telefonem. Buractwa było oczywiście więcej, ale reszta nie przeszkadzała w występie. Przeszkadzała mnie. Ględzącym w każdym cichszym momencie ludziom za moimi plecami (koncert na krzesłach) chętnie był taśmą usta zakleił. Tak dookoła głowy, żeby bolało, kiedy będą odklejać od włosów.

Bardzo mi się spodobala koncepcja Czesław śpiewa, aby koncerty były inne niż płyty. Nie wiem, czy choć jeden utwór był zagrany od początku do końca. Wplecione w środek monologi, rymowanki, piosenki rwane w połowie, przechodzące jeden w drugi. Sporo improwizacji, zabawy pomiędzy muzykami i z publicznością. I ma to sens. Płyty mogę posłuchać sobie w domu, a tego jednego, wyjątkowego koncertu nie doświadczę w domu z YouTuba.

Łyżka dziegciu

Nie wypada tak tylko chwalić, więc poskarżę się, że w momentach, kiedy śpiewał lub mówił głośno albo szybko to dykcję miał tak marną, że nie rozumiałem słów. A na 99% to był język polski. Tak, wiem, że ja znacznie bardziej bełkocę, jednak ja nie występuję publicznie. Nie muszę być rozumiany. I całe szczęście.

Wyszła łyżeczka zamiast łyżki, bo zwyczajnie dobrze się bawiłem. Może nie tak dobrze, jak ostatnio z synem i jego kolegami, ale z pewnością warto było pójść na ten koncert.


* W holu ECK, z którego wchodzi się do sali Zebra, gdzie grał śpiewał Czesław, nadal wiszą zdjęcia Radka Nowackiego z wystawy „Bezdomność niejedno ma imię”.


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


Bycie w szarej, wielkie masie niczego nie daje. Przede wszystkim nie daje poczucia wspólnoty. Wspólnota musi być mała. Jeśli się rozrasta, to zrywają się nici między ludźmi.
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Preparator

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl