Takt

Takt

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 19.05.2019

Robota młotkowego to nie zawsze jest taka prosta sprawa, jak mogłoby się wydawać. I nie mam tu na myśli ekwilibrystycznych popisów żonglowania pomiędzy uderzeniami lub zegarmistrzowsko precyzyjnych uderzeń. Myślę o przygotowaniu strefy wbijania.

Strefa wbijania (moje określenie, żeby brzmiało profesjonalniej) to miejsce, gdzie za pomocą młotka umieszcza się to coś, co umieścić trzeba. Na przykład drewniany palik w dobrze ubitym, utwardzonym lekkim betonem podłożu przysypanym kamiennym tłuczniem. Precyzja — jeden centymetr, bo później trzeba na dwustu dwudziestu pięciu milimetrach kwadratowych szczytu tego palika wbić gwóźdź1.

Instruuję więc. Aby robotę swoją zrobić dobrze, trzeba przede wszystkim usunąć taką warstwę tłucznia, aby wbijany palik nie zszedł z właściwej trajektorii wbijania. Znaczy się cały tłuczeń z miejsca, gdzie będziemy wbijali. No właśnie, tym razem nie my będziemy wbijali, a ja będę wbijał.

Klęczę więc na tych kanciastych kamulcach, wygrzebuję gołymi dłońmi kamienny krąg, gdy wtem niespodzianie z zaskoczenia podchodzi jakiś młody kierownik, majster, czy inny funkcyjny budowlaniec. Nie znam gościa. Grzebię dalej w ubłoconych kamieniach, a on stoi pół metra ode mnie. Ja na kolanach, on stoi na rozstawionych nogach, łypiąc z wyżyn. Panisko. Zerknąłem w górę — uśmiechnął się. No rzesz kurwa! Co go tak śmieszy? I czego on tu stoi?

Cierpliwości starczyło mi jeszcze na jakieś dziesięć sekund.

- Chcesz pomóc? - pytam, tykając, bo raz, że gówniarz, a dwa, że na budowie to prawie standard. Wygodniej.

 - A co, to takie trudne? - próbuje się odgryźć chyba.

- Nie, ale tak stoisz tutaj bez sensu, to pomyślałem, że chcesz pomóc. - zirytowałem się, bo to kolejny raz, gdy ktoś tak nade mną stał, patrząc z góry. Tyle że poprzednio to był inny gość. Na tej budowie dobierają ludzi według jakiegoś klucza buraczanego? Empatia dyskwalifikuje? Nakręcam się wewnętrznie i po kolejnych dziesięciu sekundach, w czasie których kątem oka widziałem jego ubłocone buty, proszę grzecznie:

- Nie pomagasz, to wypierdalaj stąd! Nie masz nic do roboty?2

Gość, bez uśmiechu już, odwraca się i odchodzi, pozostawiając mnie z brudnymi łapami i dylematem: to ja byłem nietaktowny, czy to jemu taktu brakowało?


1 Gwóźdź — słowo prawie równie ładne, jak źdźbło, ale jakoś niedoceniane. Może dlatego, że przeszłość ma nieciekawą. Choćby taki gwóźdź do trumny albo „to nie gwoździe cię przybiły, lecz mój grzech”. Z drugiej strony pozytywny „gwóźdź programu”. A źdźbło takie niewinne, delikatne.

2 Tak naprawdę to tej prośby nie wypowiedziałem. Przeczekałem go, stymulując w tył zwrot tłuczniem rzucanym mu pod nogi. Może jednak powinienem był zapomnieć o kulturze i kazać mu wypierdalać?


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal.

Więcej do czytania:


Tagi


Komentarze

Kanał RSS

Cytuję losowo


... pewna ilość wiedzy o sortowaniu pomaga wyjaśnić, jak ludzie są w stanie żyć obok siebie, tylko sporadycznie odwołując się do argumentu pięści.
Tom Griffiths, Brian Christian
Algorytmy

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem


Się integruję


Bloglovin
zBLOGowani.pl