Arkadij i Boris Strugaccy w pięciu odsłonach

Arkadij i Boris Strugaccy w pięciu odsłonach

napisał: Urodzony Bluźnierca
dnia 30.09.2021

Dostałem w prezencie cegłę. Czym trzeba podpaść, aby dostać taki prezent? Otóż trzeba regularnie  marnotrawić czas na czytanie, zamiast przeznaczyć go na jakieś wartościowe działania, typu odkurzanie, zmywanie, zbieranie stolców w ogrodzie, tudzież  jakiekolwiek inne -anie, byle nie czyt-anie.

Może to też być biblijnie inspirowana zemsta wedle zasady: cegła za cegłę* (oko za oko współcześnie nie ujdzie bezkarnie). Jakkolwiek by jednak nie było, to cegła ta mnie wzruszyła. W końcu to prezent. Obracałem ją, dotykałem, ściskałem, głaskałem, wąchałem przez kilka dni. Odkładałem i wracałem do niej nie tylko sentymentalnie, ale też fizycznie. Przekładałem z miejsca na miejsce — ciągle w pobliżu, ciągle na widoku. Wreszcie nadszedł dzień, aby się w cegle zanurzyć.

* Kiedyś sam dałem w prezencie cegłę. Była to Trylogia Tolkiena w jednym kawałku. Wydanie wyjątkowe, bo, jak powszechnie wiadomo, autor tak właśnie życzył sobie, aby była wydawana. Nieporęczne to trochę, ale czegóż się nie robi, aby uratować świat przed ciemnością i złem?

Piknik na skraju drogi

Taki prosty język, a takie mądre słowa. Tak uniwersalna literatura, a tak rosyjska. Tacy zwykli ludzie, a tak prawdziwi bohaterowie. Tak trudny temat, a tak przystępnie opisany.

Mnóstwo radości dał mi ten powrót do przeszłości. A był to powrót wielopłaszczyznowy. Czytałem tę powieść jako nastolatek i jak się okazało, oprócz tytułowego konceptu nic mi w pamięci nie zostało. I nic dziwnego, co ja tam mogłem wtedy rozumieć? Przeczytałem powieść s-f i raczej czułem, niż rozumiałem, że to coś wybitnego. Takie przeświadczenie mi pozostało.

Dzisiaj to, że bohaterowie dużo piją i palą wszędzie i często to taka ciekawostka, odległa już i czasowo i kulturowo, ale bliska mi jednak, bo wdrukowana w dzieciństwie jako standard, normalność. Mam do tego nawet pewien sentyment.

Raczej trudno polubić któregokolwiek z bohaterów. Jak to w dobrej literaturze, nikt nie jest ani dobry, ani zły, wszyscy są za to prawdziwi, choć przecież zmyśleni. W pewnym momencie złapałem się na tym, że jak jakiś młokos zaczynam się identyfikować z głównym bohaterem. W końcu przeczytałem akapit, wewnętrzny dialog i wspomnienie bohatera brnącego przez śmierdzące bagno:

„«Rudy, z ciebie jest wichrzyciel, naruszasz równowagę, tobie, Rudy, każdy porządek przeszkadza, dobry jest czy zły, bez różnicy. To przez takich jak ty nigdy na ziemi nie będzie królestwa niebieskiego.» Tak… przeszkadza mi? Ale co ty rozumiesz z tego wszystkiego, tłuściochu? Kiedy to ja widziałem dobry porządek? Kiedy ty mnie widziałeś w ramach dobrego porządku? Całe życie widzę tylko umierających Okularników i Kiryłów, a Ścierwojady pełzną między ich trupami, po ich trupach jak czerwie i srają, i srają, i srają…”

i zaśmiałem się w głos sam do siebie. Jakie to uniwersalne, jakie współczesne, jakże mi bliskie.

Poniedziałek zaczyna się w sobotę

Zaczynając tę powieść zaraz po Pikniku, zrobiłem (Strugaccy zrobili, ale nie ma co wnikać) stylistycznego fikołka, jakbym oglądał Monty Pythona i usłyszał: „A teraz z innej beczki”.

Po kilkustronicowym zwykłym, obyczajowym starcie na dalekiej prowincji ZSRR zostajemy łagodnie przeniesieni do ....

Zrezygnowałem z opisywania fabuły, bo to odebrałoby nieco przyjemności z czytania tym, którzy mają to w planach lub takim jak ja, którzy już to czytali, ale ni cholery nie pamiętali.

Krótko więc. Nauka to magia albo może lepiej: magia to nauka. Mnóstwo uciechy miałem hasając w intelektualnych wygibasach wśród bajek, mitów, wykwitów kultury nie tylko rosyjskiej, choć ta jest pięknie i szlachetnie dominująca.

Trudno być bogiem

Przygnębiającą to lektura. Z początku zdaje się łatwa, dość błaha, jeśli bierze się pod uwagę tytuł. Strona za stroną, powoli, puzzle układają się w tak smutny, refleksyjny obrazek. Akcja dzieje się na jakiejś planecie, ale w gruncie rzeczy mówi o ziemianach, o ludzkiej naturze. A jej ze współczesnością nie pociesza ani odrobinę. Niech cytat rzuci nieco światła:

„W oczach przybysza z Ziemi łączyła ich jakaś cecha wspólna. Zapewne to, że wszyscy, prawie bez wyjątku, nie byli jeszcze ludźmi we współczesnym znaczeniu tego słowa, lecz półfabrykatami, bryłami, z których dopiero krwawe stulecia historii wykują kiedyś prawdziwego, dumnego i wolnego człowieka. Byli bierni, zachłanni i wręcz nieprawdopodobnie egoistyczni. Co się tyczy ich psychologii, niemal wszyscy byli niewolnikami. Niewolnikami wiary, niewolnikami sobie podobnych, niewolnikami drobnych namiętności, żądzy zysku. I jeśli z woli losu któryś z nich rodził się lub stawał panem, nie wiedział, co począć ze swą wolnością. Usiłował czym prędzej znów stać się niewolnikiem — bogactwa, rozpasanego luksusu, rozwiązłych przyjaciół, niewolnikiem własnych niewolników. Ogromna większość nie ponosiła tu żadnej winy. Byli zbyt bierni i zbyt prymitywni, to niewolnictwo prowadziło ich do bierności i ciemnoty, a bierność i ciemnota wciąż na nowo rodziły niewolnictwo.”

Bracia Strugaccy nie wiedzieli chyba o jednym. Ten wykuty Człowiek to jedynie chwilowy twór kulturowy i w każdej chwili może wrócić do postaci „bryły” i znów stać się człowiekiem -półproduktem. Wydaje mi się, że właśnie to dzieje się teraz, tutaj, wokół nas. I to jest właśnie tak cholernie przygnębiające.

Mimo wszystko powieść daje nadzieję i jest niesamowicie wciągająca. Wczoraj, choć położyłem o północy, to obudziłem się o czwartej rano i pierwszą czynnością, którą zrobiłem, było sięgnięcie po książkę. Szczęśliwie dziś pierwszy dzień tygodnia — niedziela.

Miliard lat przed końcem świata

Dla odmiany znowu powieść w formie właściwie lekka, zabawna i świetnie w tle przedstawiająca rosyjską obyczajowość z połowy XX wieku. Jest tak do pewnego momentu. Do miejsca, kiedy zaczęło mi się wydawać, że coś się klaruje, że coś zaczynam rozumieć.

Później, choć nadal zabawnie, to już nie tak lekko. Jak na górskiej kolejce: wiem, a może jednak nie, a może rozumiem, jednak chyba nie, może chodzi o coś zupełnie innego? I tak do końca, wśród smutnych myśli wykwitłych z refleksji, do których skłania ta lektura. Jak wiele prawdy o ludziach, jak wiele uniwersalnych dylematów można zawrzeć w fantastycznej historyjce o radzieckich naukowcach? Mistrzostwo.

Ślimak na zboczu

Z tą powieścią mam problem. Czytałem z przyjemnością, spodziewając się, że w końcu wpadnę na jakieś wyjaśnienie, że oświeci mnie: w czym rzecz. I nie doczekałem się. Okazuje się, że wciąż jestem za głupi. A mądrzejszy już raczej nie będę. W powieści na pewno jest jakieś przesłanie, bo Strugaccy nie pisali dla samego pisania. To, co się tam dzieje w sferze fabularnej, to takie nagromadzenie absurdu, jakby połączyć Proces Kafki z filmami Szulkina. I tych dwóch twórców często mi przypominała ta lektura.

Powieść rozpoczyna dwoma cytatami, jednym z nich jest:

Powoli, powoli pełznij
ślimaku po zboczu Fudżi
wciąż wyżej, aż na sam szczyt!

Issa, syn chłopa

To może być pewna wskazówka interpretacyjna, ale może też mocno zaciemniać obraz. Zabawa w myślenie.

***

Zdaje się, że wszystkie te powieści kiedyś czytałem, a jednak pamiętałem słabo, albo wcale. Nie dlatego, że były nijakie, ale dlatego, że przeczytałem je za wcześnie. Byłem zbyt głupi, aby je docenić, aby zrozumieć. Ciekawym, czy dożyję tylu lat, że po przeczytaniu ich kolejny raz będę miał podobną refleksję na temat tego aktualnego mego czytania? Prawdopodobnie nie, bo mądrzejszy to ja już raczej nie będę. Relatywnie oczywiście, bo mądry to nadal nie jestem, choć chyba mądrzejszy niż ja sprzed kilku dekad. Co mi jest z tą mądrością?

Taką to lekturą niespodziewanie uczciłem „Rok Lema”, bo choć samego Lema nie przeczytałem od dawna niczego (obejrzałem tylko przez przypadek ekranizację Solaris Tarkowskiego, która się podobno Lemowi nie podobała), to ponoć Lem cenił Strugackich. Rzekłem.


Piknik na skraju drogi
przełożył Rafał Dębski

Poniedziałek zaczyna się w sobotę
przełożyła Ewa Skórska

Trudno być bogiem
przełożyła Irena Piotrowska

Miliard lat przed końcem świata
przełożyła Irena Lewandowska

Ślimak na zboczu
przełożyła Irena Lewandowska

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

 


Tagi


Nieśmiało zachęcam:

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo złośliwie pochwal, jakkolwiek skomentuj.

Komentarze


Więcej do czytania:


Kanał RSS

Cytuję losowo


Niektórzy mówią, że świat, ten, w którym przyszło nam żyć, tak naprawdę jest właśnie czarno-biały. Jest prawda i kłamstwo, a to, co pomiędzy, to nieprawda, to są właśnie kolory. Nieprawda jest barwna, bo nieprawda jest ułudą, liczy się to, co jest prawdziwe, a prawdziwe jest proste, jak biel, a kłamstwo jak czerń.
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Preparator
cytatów wszystkich całe mnóstwo →

O blogu


Umysłowy refluks. Osobisty magazyn zbłąkanych myśli, wypluwek z mniemaniami, drzazg spośród zwojów, niespodziewanych zapisków i notatków. Tak widzę i słyszę (więcej zmysłów nie pamiętam) świat. Nie twierdzę, że świat taki właśnie jest, nie twierdzę, że mam rację. Dlaczego jednak miałbym zawsze zakładać, że jej nie mam? Jest to przecie racja na miarę moich możliwości i jedyna, jaką mam. We łbie. Moja mała dzielna racja wśród wielkich kiełbi.

O blogu

Pokategoryzowałem